Z błogim uśmiechem na twarzy
podchodzę do drzwi mojego mieszkania. Po raz pierwszy od dłuższego czasu czuję
się całkowicie wolna od wszelkich zmartwień i próbuję czerpać z tego stanu jak
najwięcej, gdyż nie potrwa on długo. Już jutro czeka mnie ciężki dzień i znów
będę musiała wejść w rolę, którą odgrywam już zbyt długo, by się jej całkowicie
pozbyć.
Czy to nie zabawne? Każdy w coś gra. Każdy udaje, a nie jest
do końca sobą. Każdy gra więcej niż jedną rolę. I to zabawne jak łatwo jest
przejść z jednej postaci w drugą.
Zanim dosięgam dłonią powierzchni klamki, ktoś odwraca mnie
w swoją stronę. Nie daję po sobie poznać, jak bardzo wystraszona jestem.
Zamiast tego przywdziewam maskę wrednej, ironicznej i niezłomnej Anki i
podnoszę wzrok na nieznajomego. Jego widok napawa mnie niedowierzaniem. Jak ON
mógł przyjść TUTAJ?! KTO mu na TO pozwolił!? Właśnie teraz siatkarzyk narusza
moją przestrzeń osobistą, a ja nie zamierzam na to pozwalać.
- Zgubiłeś drogę do domu, chłopczyku? – mówię najzimniejszym
tonem na jaki mnie stać. – To nie schronisko, wynoś się stąd – wyrzucam z
siebie i ze złością patrzę, jak on uśmiecha się w ten wkurwiający sposób. Jakby
czuł się panem wszechświata i mógł mówić i robić cokolwiek zechce.
- Nie udawaj, że się nie cieszysz na mój widok. Przecież
widzę – odpowiada pewnie.
- Niby co widzisz? – pytam z politowaniem, unosząc jednocześnie
prawą brew do góry.
- To – odpowiada, a chwilę później czuję jego usta na
swoich.
Co może zrobić dziewczyna w momencie, gdy całuje ją ktoś,
kto niewątpliwie zna się na rzeczy? Na pewno się temu nie opiera. Jednak nie
wszystkie dziewczyny pozwalają sobie na całkowite zapomnienie. Chwila mojej
słabości minęła, pozostawiając po sobie rozdrażnienie i gniew.
- Nie próbuj tego więcej. Nie ze mną. Nie jestem dziwką,
którą przelecisz i porzucisz. A teraz się stąd wynoś – mówię odpychając go,
czym zaskakuję i siebie i jego.
- Nie chcesz tego. Widzę to w twoich oczach – mówi bez
cienia ironicznego uśmieszku na twarzy. – Nie chowaj się za swoimi murami.
Pozwól mi przez nie przejść.
Próbuję protestować, lecz jego idealny, pełen czułości
pocałunek mi to uniemożliwia. Poddaję się. Nie mam siły, by go od siebie
odepchnąć. Oddaję mu pocałunek, wkładając w niego wszystkie odczuwane w tej
chwili emocje, jednak znów nachodzi chwila otrzeźwienia. Odwracam głowę w bok,
uniemożliwiając mu to, co robił do tej pory.
- Nie chowaj się za murami, skarbie – szepcze w moje włosy.
A ja? A ja po raz pierwszy daję się ponieść chwili. Być może
będę tego żałować. Ale w tej chwili liczy się tylko ON. Bo tylko ON potrafi
przebić się przez moją ochronę. Tylko On próbuje.
I czy to nie dziwne, że nawet nie znam jego imienia?
________ ________ _________
Krótko. Ale całe opowiadanie takie jest. Cóż poradzić?
Dodaję po dwóch tygodniach. Powód? Nie mam problemów z pisaniem, tym bardziej, że ostatnia scena spektaklu już została napisana. Chciałam dać wam więcej czasu na znalezienie swojego czasu, by wpaść, przeczytać i skomentować. Nie oszukujmy się. Trzy komentarze mnie nie satysfakcjonują. Oczywiście cieszę się z nich, bo są to osoby, które są ze mną bez względu na wszystko i wiem, że mogę na nie liczyć. Ale nie wiem, czym spowodowany jest ten spadek.
W każdym bądź razie mam jedną, ale ważną prośbę. Jeśli czytasz, to komentuj. Byłoby miło. ;)